|
puk puk
Minął rok w głowie się nie mieści, że oprócz zagłodzonej Dalej Lamy ktokolwiek jeszcze tu bywa. Zanim uda mi się zmieścić cokolwiek w jakichkolwiek słowach bardzo proszę o dokarmianie biednego zwierzęcia. Tymczasem DZIĘKUJĘ 2009-03-02skomentuj (7) nie istnieje wystarczająco smutna pieść Jamnica odeszła na zawsze. 6 dni temu. Jeszcze pachną nią podłogi. Jeszcze sierść zalega w kątach. Jeszcze słyszę jej kroki po przebudzeniu. Jeszcze mi się wydaje, że za chwilę tu przyjdzie. Tymczasem, po kilku dniach niemocy po kilku dniach nieżycia już za kilka nowych dni jadę po psa. Kimkolwiek nie będzie, będzie mój. Bo muszę mieć coś tylko mojego. 2008-03-17skomentuj (5) 00:13 Minęła północ. Trzecia doba pracy. Chyba mam majaki. Moja ambicja dokopała mi właśnie trzynaście do zera. Poznałam najpiękniejszą kobietę świata. Jest tak piękna, że aż wszystko inne przestało mi się podobać. Z odbiciem w lustrze na czele. 2007-11-24skomentuj (1) ... Dlatego że mnie nie chcesz znajdę robotę w tefałenie hop siup i mam Chałturzę scenariusz takiego jednego serialu, co to go i tak nikt nie ogląda. Chyba nikt. Jeśli przejdzie jeszcze jeden, spłacę Gadatliwego Andrzejka, który pieści właśnie fragmentarycznie moje pianino w swoim warsztacie. Drugi bonsai pije wodę ze zlewu. Jamnica drży z wściekłości. Za oknem piękny śnieg. A wczoraj była niedziela. - Jak zrobimy tego klina, to nie pójdę jutro do pracy. - Ja pracuję w tym tygodniu w środę. 2007-11-12skomentuj (1) w otoczeniu nie swoich zapachów Przeprowadziłam się. Pol i ja zdążyliśmy już hurtem przelecieć przez serię parapetówek, co skończyło się mnóstwem długów i długotrwałym drżeniem rąk. Jamnica przeprowadza się stopniowo, aktualnie wprowadzam w życie plan kwarantanny. Praca wyniszcza mój organizm. Nienawidzę ludzi, z którymi pracuję, nienawidzę pracy, którą wykonuję, nienawidzę mediów, nie chadzam na bankiety, niech to się wreszcie skończy! Oczywiście jest już plan B. Gdyby płacono mi za plany i marzenia, wyprowadziłabym się na Sycylię, wykupiwszy ją przedtem na własność. Tymczasem bieda z nędzą. 2007-09-24skomentuj (0) lekko Najpierw zaczęłam tańczyć. Przygotowując warsztatowe przedstawienie z m.in. moją choreografią (a także moim paralitycznym tańcem, miejscami z kartonem na głowie - Pol oklejał niebieskim papierem do późna - i końcowym śpiewem), nabawiłam się tylu siniaków, zadrapań i krwistych plam, ilu nie udało mi się zebrać przez całe dotychczasowe życie. Pozostałe dziewięć osób uszło bez szwanku. Nie wiem, jak oni to robią... A potem był spektakl i wszystko pięknie. Zaznajomiłam się też z metodami oświetlenia scenicznego. Na wszelki wypadek. Następnie wyjechałam w podróż poślubną. Znajomych. Radosna Para Młoda i jej sześcioosobowa asysta wybrała się więc do Chorwacji, gdzie nie omieszkałam skręcić kostkę. Dopełnił się zatem los. Czego nie udało mi się zwichnąć na scenie, zwichnęłam na plaży, choć byłam wówczas zbyt znieczulona Rakiją, by w ogóle ten fakt odnotować. A potem nocna wyprawa do oddalonego o 60 km szpitala (!?). Kicanie na jednej nodze przez cały oddział. Podążanie za chorwackim chirurgiem, który ni w ząb języka. Obcego znaczy. Z zaleczoną kostką udałam się pod francuski las, gdzie w asyście salamandrów, żab i koników polnych nabawiłam się zapalenia oskrzeli. Ale mam zdrową kostkę. Aktualnie przygotowuję się do tygodniowych zajęć wokalnych z pewną bardzo znaną panią. I z flegmą, dzięki której straciłam kilka górnych i kilka dolnych dźwięków. Mogę co najwyżej szeptać. Nieźle wychodzi mi też kaszel polifoniczny. Zajęcia od jutra. Trudno, przynajmniej mam zdrową kostkę. W ramach pocieszenia Pol otworzył dziś konfiturę mojej babci, nie żyjącej od dziewięciu lat. Okazało się, że nadal smakuje doskonale i przez moment poczułam się jak w babcinej kuchi. Polecam kolekcjonowanie babcinych konfitur na wypadek śmierci. Coś pięknego. Jak zwykle udaje mi się to, na czym kompletnie mi nie zależy. Kupili ode mnie kolejne odcinki programu, mam więc zapewnione niezłe przychody do lutego. Niestety nic nie zrobi się samo, a ja na samą myśl o podróżach na drugi koniec Polski, wiecznych spięciach ze współautorką - półidiotką i tych wszystkich landrynkowo - cyjankowych rozmowach dostaję skrętu kostki. Nie jest łatwo, naprawdę nie jest łatwo. Gdyby nie Pol, wywiozłabym się już dawno do punktu skupu makulatury i na zawsze zakopała w stosie przytulnych, swojsko cuchnących kartonów. I nie lubię latać. Jakoś mi przeszła fascynacja samolotami... 2007-08-08skomentuj (5) bo Dwa są życia modele, dwa życia sposoby. Jeden - życie spokojne, drugi - życie w pośpiechu. Dwa są życia modele, Dwa życia sposoby. Jeden - całkiem zgodliwy, Drugi - całkiem na przekór. Dwa są życia modele, dwa życia sposoby. Jeden - tylko do płaczu, Drugi - tylko do śmiechu. Dwa są życia modele, Dwa życia sposoby. Jeden - ważny od dzisiaj, drugi - ważny od wieków. Przepisywanie przez przeżywanie, zapisywanie własnych zużyć, żyć - należyte spamiętywanie, nie żyć - to nużyć. Nie żyć - to nie mieć nic, by powiedzieć. Nie żyć - to nie mieć po co umierać, by móc to potem albo zostawiać, albo zabierać. Dwa są życia modele, dwa życia sposoby. Jeden - życie spokojne, drugi - życie w pośpiechu. Dwa są życia modele, dwa życia sposoby. Jeden - ważny od dzisiaj, drugi - ważny od wieków. --- to samo mówi Grzegorz popadamy w obłęd i paranoję dobranoc więc lejemy wódkę w trzos i sypiemy gulasz w wór posklejane sosem włosy zaplatane w złoty sznur i tym złotym sznurem obwiążemy nasze księgi by ich nam nie wykradł strach i nie zabrał nam potęgi 2007-06-14skomentuj (1) ... Wokół mnie zbiera się czarna chmara nieprzychylnych nastrojów, niechcianych osób i niejasnych sytuacji. Jest ich tyle, że aż ciężko się oddycha. Wejście po służbowych schodach na pierwsze piętro jest problemem, wyżej, to już czysta udręka. I choć w słuchawce słyszę wciąż "cześć, przyajaciółko!", czy "witaj, kochana!" mam ochotę napluć im wszystkim w twarz i wyjechać do Timbuktu. Przyszła wichura, połamała drzewa w całym mieście, rozgoniła po chodnikach śmieci, przyniosła zmiany. Wczoraj ktoś za mnie zaproponował współpracę pewnej osobie. Byłam przy tym, słyszałam dokładnie, ale nie wierzę, że to powiedziałam. Powtarzam w kółko, że nie chcę być niespełnionym artystą w roli dziennikarza, jak inni. Po czym nadciąga wichura i łamię się jak te pieprzone topole. Jamnica słucha w milczeniu, opierając mi na kolanie posiwiały pysk. Patrzy z politowaniem na komodę. Już mnie nie widzi. Ja siebie też. 2007-05-16skomentuj (0) |
![]() |
![]() |
||
blog.pl nie ma księgi @ biodra z deszczu pod chrupkie E? średnio lysunecek oleolaoli klata not my że mu się chce dra sruu a ja nie ... fuk chi cha rozsądek o. dojcz gruba ryba druga jaźń pp-pp agenciusza bla gyhn dup dup dup: 2009 marzec 2008 marzec 2007 listopad wrzesień sierpień czerwiec maj marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad blogin design:r6 |